11 czerwca 2009

Jakarta

Ameryka ma swoje 'Big Apple' (NYC), a Indonezja ma natomiast 'Big Durian' - Jakartę - miasto, które nie jest już tak łatwym kąskiem do przełknięcia.

Justyna (ta z erasmusa w Indonezji) uprzedziła nas, że jedynym miejscem wartym odwiedzenia w Jakarcie jest lotnisko. My niestety wiedziałyśmy, że po nocy w autokarze z Sydney do Melbourne oraz następnej spędzonej w samolocie z Australii, będziemy musiały przespać się w normalnym hotelu i zdecydowałyśmy się zostać w stolicy aż dwie noce.

Indonezyjczycy są niezwykle miłymi i pomocnymi ludźmi. Nawet kiedy nie wiedzą o co pytasz, albo gdzie jest to coś o co się pytasz, to i tak ci pomogą i pokierują. Dlatego z lotniska do hotelu dotarłyśmy w ponad 5h. Użyłyśmy do tego autobusu z lotniska do centrum, dwóch autobusów komunikacji miejskiej (jednym objechałyśmy całą trasę bo przegapiłyśmy stacje, na której miałyśmy wysiąść) oraz naginałyśmy z walizkami nie wiem ile kilometrów i po ilu ulicach. Po czym dotarłyśmy nareszcie do hotelu Ibis. Niestety okazało się, że nie jest to tej Ibis, w którym akurat my mamy zarezerwowane noclegi. Więc w końcu wzięłyśmy taksówkę, bo była prawie 23 w nocy i nie miałyśmy pojęcia gdzie jesteśmy...

Wyspałyśmy się i wykąpałyśmy porządnie i od razu o 12 ruszyłyśmy na recepcje zapytać się co można w tym 20milionowym (aglomeracja) mieście zwiedzić. Po czym dostałyśmy przewodnik po centrach handlowych.

Tak wiec udałyśmy się do najbliższego centrum handlowego (nie było go w tym przewodniku) na śniadanie i internet. Uwaga na krzaki bo wystaje z nich drut kolczasty.

Mimo wszystko byłyśmy trochę zdeterminowane, żeby zobaczyć cokolwiek w tym mieście i po obejrzeniu mapy zdecydowałyśmy się pojechać do Mini Indonesia Park. Spaczona umysłem GTP myślałam, że będzie to przypominało Skansen Miniatur w Pobiedziskach i że faktycznie będą to miniatury.

Park okazał się przeogromny, a budynki były normalnych rozmiarów tylko przekopiowane z różnych miejsc z Indonezji. Niestety do parku jechałyśmy dwie godziny i jak przyjechałyśmy to zaczęło już zmierzchać i wszystkie atrakcje (kolejka linowe itp.) były pozamykane. Z tego co udało nam się zobaczyć to mają tam park wodny 'Snow Bay'. A u nas się tropicany buduje!

Poza tym było sporo ciekawych budynków.


W samym centrum był staw po którym można było pływać rowerami wodnymi w kształcie łabędzi, ale oczywiście - zamknięte.

Po obejrzeniu zdjęć z parku możecie odnieść błędne wrażenie, że Jakarta jest całkiem przyzwoitym miastem. Nic bardziej mylnego. W innych miejscach po prostu bałyśmy się wyciągać aparatu :D Aby dostać się do tego parku przejechałyśmy praktycznie całą Jakartę - cale miast wygląda identycznie - brudno, brzydko i tłoczno. Indonezyjczycy palą papierosy, dużo, w sumie raczej nawet niesamowicie dużo i na dodatek wszędzie. Trochę zdjęć z ulicy.

Jakarta cały czas stoi w korkach. Komunikację ułatwia sieć autobusów Busway, które mają wyznaczone korytarze po których nie jeżdżą samochody.

Indonezja jest bardziej cywilizowana od Tajlandii pod jednym względem - wszyscy jeżdżą na motorach w kaskach. Tajlandia za to ma wspaniałe tuk-tuki, a Indonezja pomarańczowe pierdziawki.

Tak samo jak w Tajlandii temperatura odczuwalna przez tubylców nie równa się temperaturze odczuwalnej przez przyjezdnych, dlatego niektórzy chodzą w czapkach i wełnianych kurtkach.

Po jakże mączącym dniu zjadłyśmy w hotelu obiadokolację, a ja dodatkowo próbowałam zjeść tradycyjny indonezyjski deser - grillowany banan z serem - niedobre.

Następnego dnia z rana pojechałyśmy już tylko czym prędzej na dworzec kolejowy. Dotarłyśmy tam o godz. 9:24, znalazłyśmy odpowiednie okienko i zakupiłyśmy bilety do Bandung. Pociąg odjeżdżał o godz. 9:10. Dokształcone na przewodnikach Lonely Planet wiedziałyśmy, że pociągi tutaj miewają dwugodzinne opóźnienie, wiec niespiesznie przedostałyśmy się na peron. Dziewczynka sikająca do studzienki.

Nasz pociąg eksecutif kosztował 15 zł i był na wypasie. Dużo miejsca na nogi, donosili jedzonko i picia, a na dodatek w 3h dowiózł nas do Bandung.

Po opuszczeniu Jakarty widoki zza okna robią się przepiękne. Wszędzie soczysta zieleń, a na wzgórzach albo terasy z ryżem albo plantacje herbaty.


Jakarta

3 komentarze:

  1. centrum handlowe? super! przecież w Polsce to podstawowa rozrywka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to banan z serem nie dobry!!! To jest dobre!!! jak oni to popsuli!?!

    OdpowiedzUsuń