24 lipca 2009

Kanchanaburi

Kanchanaburi rozsławione zostało dzięki filmowi Davida Leana 'Most na rzece Kwai', który przedstawia prawdziwe wydarzenia z okresu II wojny światowej.

Japończycy okupowali tereny rozciągające się od Singapuru aż do północnych granic Birmy. Jako że szykowali się jeszcze na Indie, postanowili zbudować jakąś alternatywę do transportu towarów drogą morską po Zatoce Bengalskiej. Prace nad budową kolei rozpoczęły się w roku 1942 i ruszyły równocześnie po obu końcach 415kilometrowej nitki, czyli z Nong Pladuk w Tajlandii i Thanbuyazat w Birmie. Do jej budowy zmuszono ponad 60 tys. alianckich jeńców oraz 200 tys. przymusowych robotników azjatyckich. Przy budowie tej linii zginęło ponad 16 tys. jeńców oraz 100 tys. azjatyckich robotników, dzięki czemu linia ta uzyskała miano 'Kolei śmierci'.

Cała trasa położona była w niezwykle wymagającym terenie, jednakże to przeprawa przez rzekę Kwai okazała się być najtrudniejszym etapem budowy kolei. Pierwsza, drewniana wersja mostu została ukończona w lutym 1943 roku. W kwietniu tego samego roku, drugi, tym razem już stalowy most został ukończony. Materiały do jego budowy przywiezione zostały aż z Jawy. W 1945 r. most został kilkakrotnie zbombardowany, a zaraz po wojnie odbudowany. Stalowe przęsła w moście pozostały oryginalne.

Udało nam się ubiec 5 autokarów zapakowanych turystami i mogłyśmy pochodzić sobie zupełnie same po moście. Most ma całkiem solidną konstrukcję, tylko żadnych zabezpieczeń.

Przełom rzeki Kwai widziany z mostu też nie jest do pogardzenia.

Będąc w Kanachanaburi akurat trafiłyśmy na moment kiedy do miasta przyjechał Eastern and Oriental Express. Ogólnie jest to pociąg, który jeździ po Azji Południowo-Wschodniej i 8-dniowa wycieczka z Singapuru do Chiang Mai kosztuje tyle, że wydałabym na to z połowę stypendium (całego). Choć jeżeli ktoś chce mnie zaprosić na taką wycieczkę, to nie pogardzę :]

Estern & Oriental Expressem nie miałyśmy okazji się przejechać, ale fragment kolei śmierci zwiedziłyśmy bardziej 'normalnym' pociągiem.

W Kanchanaburi widziałyśmy jeszcze cmentarz żołnierzy alianckich.

Podsumowując, do Kanchanaburi na pewno warto przyjechać będąc w Tajlandii. My niestety miałyśmy za mało czasu, żeby w pełnie zwiedzić to miasto. Do zobaczenia na pewno jest sporo muzeów poświęconych II wojnie światowej oraz Park Narodowy Erewan, podobno z jednym z najpiękniejszych wodospadów w Azji Płd.-Wsch. No ale cóż, innym razem :(
Kanchanaburi

1 komentarz:

  1. No tak trza sobie coś na następny raz zostawić...
    Trudno szkoda

    OdpowiedzUsuń