Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiang Mai University. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiang Mai University. Pokaż wszystkie posty

14 października 2009

CMU a SGGW

Przechadzając się po beton placu na terenie SGGW przypomniało mi się, że nie mówiłam wam, że 600 m od Uniwerku w Chiang Mai miałam Park Narodowy.

Park nazywa się Park Narodowy Doi Suthep od szczytu z tą świątynią na górze już wam znaną i drzewkiem oraz widokiem z góry.Po drodze na szczyt można zobaczyć jaskinie.I są jeszcze Monthathan Falls, które mają chyba z 5 stopni. Z samego dołu jest tak.Trochę wyżej jest równie ładnie :)Wyżej też jest fajnie ale tam było dużo człowieków i wywaliłam się na skałach w wodospadzie po czym aparat zaczął mi się zacinać :) Niestety po przepięknym przedpołudniu zaczęło padać, co skutecznie powstrzymało mnie od zobaczenia ostatniej części wodospadu. Za to dżungla tam też fajna, i tak zielono...Dla wszystkich co dalej wątpią, że do Tajlandii to ja pojechałam na studia zdjęcie z moimi materiałami na dwa przedmioty. Z trzeciego była kupka mniej więcej połowy tej wysokości, ale szybciej wylądowała w koszu. Dla wiadomości Pauliny - ja musiałam to przy esejach jeszcze raz przeczytać :PZ cyklu 'Brak przygotowania Małgorzaty do życia w Polsce'. Poszłam wczoraj zakupić sobie colę do uczelnianego bufetu. No i poprosiłam o tą colę, po czym pani sprzedawczyki sięga na półkę i mi ją podaje. Zdziwiło mnie to trochę, a w mych myślach pojawiło się 'eeeeeeeee ;|' Więc rzekłam 'A nie macie takiej z lodówki???'. Ona z trochę dziwną miną zamieniła mi na taką schłodzoną. Po czym w głowie mojej 'Kurde, przecież tu jest zimno! Po kij mi zimna cola?!'

21 czerwca 2009

Nowa moja klasa

Wraz z rozpoczęciem nowego semestru zaczęłam także nowe i jakże nudne przedmioty - political ecology oraz transborder studies. W związku z tym zajęcia w nowych grupach, z zupełnie nowymi osobami. W ostatni piątek mieliśmy kierunkowe party. Cała impreza polegała tak, że siedzieliśmy przed budynkiem i dostaliśmy jedzonko. Nie było wszystkich osób z moich nowych klas, ale możecie poznać część z nich.

Od lewej wygląda to następujaco: Champu (Laos), Big Boy (Tajlandia), Laos ale tego nie znam, Shabeen (Malediwy), Anselm (Niemcy), Mendy (Kanada). Na Malediwy zaproszenie już mam, nad resztą trzeba będzie popracować :]

Ponieważ uczelniane party było tak samo nudne jak zajęcia to zmyliśmy się na integracyjne piwo do knajpy. Siedzimy tak przy stole i naglę spostrzegłam, że wszyscy siedzą cicho i się gapią za mnie. Więc też się odwracam, a tam sobie przyszedł słoń :] Co najlepsze w trąbie miał harmonijkę i na niej grał. Potem dostał jeszcze hula-hop na trąbę i nim kręcił :]

Słoń po krótkim show odszedł sobie jak gdyby nigdy nic tak jak przyszedł. Ja miałam dużo szczęścia, ze akurat miałam aparat bo sama bym sobie nie uwierzyła, że coś takiego widziałam :)

15 czerwca 2009

Rozpoczęcie roku szkolnego

Mam nadzieję, że nie odnieśliście błędnego wrażenia, że ja tutaj się tylko obijam i podróżuję. Niestety rok szkolny 2552/2553 się zaczął i z tej okazji zostałyśmy zaproszone na uroczyste jego rozpoczęcie.

Strój obowiązkowy - Lanna T-Shirt więc po raz drugi w Tajlandii pomalowałam paznokcie - tym razem róż (z imprezy pożegnalnej ;P) żeby do Lanny pasował :]

Jako studenci zagraniczni dostaliśmy darmowe wejściówki. Cała reszta musiała za nie zapłacić po 40 zł.

Ogólnie to było najnudniejsze rozpoczęcie roku szkolnego na jakim byłam. Niekończące się przemowy.

Tajskie tańce.

I najgorsze jedzenie jakie jadłam w Tajlandii. Na pomyślność przez cały kolejny rok szkolny wszyscy dostawali po sznureczku szczęścia (znane wam już z pielgrzymki do Doi Suthep).

Cała gromada zagranicznych studentów miała miejsca przy samej scenie więc nawet nie było jak uciec.

1 maja 2009

Nasza klasa

To jest moja klasa.

To jest moja klasa z Jaszczurem.

Zajęcia z Niemcami się skończyły i teraz przez 2 tygodnie ogarniamy tajski angielski dr Manoja Potapohna i jego trzykrotnie poprawiane wykresy rysowane jeden na drugim.

Na zakończenie.

Azjaci mają jakieś kosmiczne nazwiska (tak jak moje dla nich) i nawet sami między sobą używają angielskich nicknejmów, które sami sobie wymyślili. Tak więc od prawej: May i ja. Potem stoi dwóch Wietmanczyjków - ten w niebieskiej koszuli to Sang. Ten drugi to trudno określić jak się pisze, bo za każdym razem wymawia inaczej. My między nami rozróżniamy ich jako 'gruby' i 'chudy'. Potem stoi dwóch Tajów z których ten ostatni to Boy. Z samego przodu stoją dwie dziewczyny, zwane przez nas pieszczotliwie 'blondynkami'.

Poza tym, tak jak zwykle, nikt z nich już mnie nie lubi bo na egzaminie dostałam najlepszą ocenę ;P

24 kwietnia 2009

Chiang Mai University

W tym tygodniu nastał dzień, którego się najbardziej obawiałam. Zaczęłam zajęcia... Na dodatek miały się rozpocząć od wtorku, ale jak poszłyśmy do koordynatorki w poniedziałek to okazało się że ruszają od poniedziałku :/

Zajęcia mamy codziennie od 9:00 do 12:30 z półgodzinną przerwą. Przedmiot ten jest prowadzony przez Niemkę, więc kończymy oczywiście o 12:30 co do sekundy :] Jak zostają 3 min do końca i skończyliśmy dany dział to zaczynamy oczywiście następny :D A! No i oczywiście uczę się teraz Development Policies and Economic Strategies. Za tydzień w czwartek mam już połówkowy egzamin ustny :D Dlatego nawet zdarzyło mi się już uczyć.

Chciałam nawet zrobić zdjęcie 'mojej klasy' lecz jeszcze się nie zdarzyło aby przyszli wszyscy. Oprócz Pauliny i mnie mamy tam jeszcze 2 Wietnamczyków i 5 Tajlandczyków. Co do języka, to chyba zarówno Niemka ma tak samo duży problem ze zrozumieniem angielskiego Azjatów, jak i oni jej.

Wczoraj nam się troszkę upiekło, ponieważ na naszym wydziale był obchodzony Songkran i straciliśmy pół godzinki zajęć. Pierwsze co zobaczyliśmy to poprzebierane panie i ich długaśne paznokcie.

Po godzinie spóźnienia przyszedł dziekan wydziału i w końcu można było zacząć całą uroczystość. Wszystkie szychy usiadły na krzesełkach na scenie. [Różowy jest trendy!]

Na otwarcie imprezy te poprzebierane Tajeczki zaczęły tańczyć.

Potem błogosławiono niektóre osoby poprzez polewanie wody. Taki delikwent podchodził do rządku najważniejszych osób, kłaniał się, szycha maczała swoje palce w wodzie, polewała siebie, potem jeszcze raz maczała i polewała kłaniającego się.

Potem zaczęły się jakieś przemowy, a my poszliśmy na resztę zajęć. Na koniec akurat udało nam się wrócić na jedzonko :D Oprócz zupek były takie kosteczki w makaronowym cieście nadziewane wieprzowiną (chyba).

Do tego na deser coś a'la budyń w środku z coś jakby karmelem zapakowane w liść. Smakowe, a to jest najważniejsze.

Nie myślcie, że się tego nauczę gotować bo nawet nie wiem jak to się nazywa :]

W minionym tygodniu jeszcze byliśmy w urzędzie imigracyjnym, żeby przedłużyć wizę - Paulina i zrobić re-entry - ja.

Warto zwrócić uwagę na oddzielne okienko dla emerytów przedłużających swój pobyt. Z połowa petentów to emeryci i renciści na wiecznym odpoczynku w Tajlandii. W sumie to się nawet nie dziwię :]

1 kwietnia 2009

Targ

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od wyboru swojej sukienki ślubnej na moje tajskie wesele. Uszycie i zaprojektowanie na miarę ok. 1 tys. zł :]

Spotkałam też pana kierowce busika co zrywał owoce z drzewa jakimś dziwnym przyrządem.

Dzisiaj na terenie uniwerku rozpoczął targ. Niestety nikt nie wie jaka jest jego idea. Ogólnie są stoiska z żarciem, ciuchami, pościelą itp. Ja kupiłam śliczną torebkę :]

Scena do występów ale na razie w przygotowaniach :)

Było też jakieś drzewko z papierkami na gałęziach.

Chipsy tajskie ziemniaczane - mój żołądek nie jest jeszcze na nie gotowy.

I cały czas leciała jakaś muzyczka. Tutaj krótki filmik. Mi tam się podoba :]

Niestety nie wiem po jakiego grzyba oni te kwiatki wodą polewali :(