Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

1 lutego 2010

Zielone curry

Czy ja pisałam wcześniej, że kiedy brat był u mnie to byliśmy w szkole gotowania? Jak nie, to byliśmy. W ogóle Chiang Mai zasypane jest takimi szkołami, my chyba nie trafiliśmy najlepiej, choć wydaje mi się, że w każdej z nich nauka gotowania polega na nauce przecięcia pomidorka na pół i wrzuceniu go do woka.
Stosunkowo niedawno koleżanka Mary Cherry oznajmiła, że kupiła w Lidlu zielona pastę curry i nie ma pojęcia co z nią zrobić. Tak więc podaję przepis na moje popisowe tajskie danie, czyli zielone curry z kurczakiem.

Należy sobie przygotować:
- zielona pastę curry (niespodzianka!) - naprawdę można dostać w większości dużych supermarketów w dziale dziwne jedzenie z Azji, i sklepach typu kuchnie świata
- kurczak (niespodzianka!) - najlepiej piersi z kurczaka, na dwie osoby jedna duża pierś starczy :]
- wok albo głęboką i dużą patelnię

Z rzeczy już nie tak oczywistych:
- 2 listki kaffir lime - najlepiej przywieźć świeże z Tajlandii, ale jak akurat ktoś stamtąd nie wracał to dostępna jest u nas taka seria "Thai Heritage" w słoiczkach różnych dziwnych sosów i przypraw. Kaffir lime dostępne jest tam w wersji wysuszonej. Słoiczek kosztuje z 6 zł, ale naprawdę do otrzymania odpowiedniego smaku listki te są niezbędne i słoiczek wystarcza na długo.
- listki słodkiej bazylii - jak wrzucam takie świeże z krzaczka z hipermarketu, tak z 6, żeby równo pływały :]
- mleko kokosowe - na porcję 2-osobową tak z pół litra :] lepsze jest mleko kokosowe, a nie mleczko
- sos rybny - także występuje w wersji Thai Heritage
- cukier - najlepiej cukier palmowy albo z trzciny cukrowej
- olej

oraz warzywka:
- bakłażan - w Tajlandii używają takich małych zielonych kuleczek, które podobno są bakłażanem. Nasz duży koloru oberżyny też się sprawdza w 100%
- baby corn - takie małe kolby kukurydzy
- co do warzyw to można wrzucać zasadniczo co się podoba :) Na pewno cukinia też da radę, fasola, trochę cebuli itp. Najlepiej, żeby były koloru zielonego jako, że to green curry jest :)

Ja z lenistwa zawsze robię tylko z bakłażanem i cebulą.

Do dzieła:
- rozgrzewamy olej na patelni, jak się nagrzeje to wrzucamy zieloną pastę curry. W zależności od odwagi co do spalenia sobie przełyku, to tak z 2 łyżki pasty albo i więcej :] (im więcej tym bardziej ostro się rozumie).
- jak pasta zacznie się przysmażać, mieszamy z olejem tak żeby się ładnie wymieszało :] i zrobiła się w miarę jednolitą masę (coś jak z mąką jak się robi sos beszamelowy)
- dodajemy trochę mleka kokosowego (tak żeby zakryło całe dno patelni mniej więcej) i mieszamy znowu wszystko razem na jednolita masę (bez grudek). Czekamy aż zabulgocze :]
- dodajemy kurczaka pokrojonego paseczki grubości z 1-2 cm.
- kurczaczka mieszamy, aż obsmaży się w tym sosiku powstałym wcześniej i się po prostu się usmaży :]
- dodajemy resztę mleka kokosowego i czekamy aż się zagotuje
- dodajemy warzywka pokrojone w nie za dużą kostkę (bakłażan), kukurydzę pokrojoną w plasterki (na 0,5l mleka wyjdzie pewnie z pół bakłażana - zależy od pojemności patelni). Teraz też dodajemy listki kaffir lime, nie łamiemy ich jak mamy suszone :]
- mieszamy co jakiś czas żeby nam się to wszystko nie sfajczyło i wykipiało, ten etap trochę potrwa :) można w tym czasie wstawić ryż
- jak warzywka będą wyglądały na zdatne do spożycia wlewamy trochę sosu rybnego (tak z 1 łyżkę) oraz wsypujemy cukier (łyżeczka). Dawki podałam z przepisu z mojej książki kucharskiej, ja leje i sypię na oko :) Wskazówka 1: zawsze gdy podczas gotowania używamy sosu rybnego, używamy także cukru. Wskazówka 2: wegetarianie mogą zastąpić kurczaka tofu, a sos rybny sosem sojowym
- teraz można spróbować tego co nam wyszło, jak będziecie próbować wcześniej to i tak będzie niedobre :] Sos rybny choć śmierdzi, działa cuda :]
- dodajemy listki bazylii i zestawiamy z palnika
- na koniec można dodać trochę czerwonych, małych papryczek chilli

Takie zielone curry z kurczaka powinno mieć konsystencję gęstej zupy :) Czyli wszystko sobie pływa w mleku kokosowym. Podajemy w jednej wspólnej misce na stół, a stamtąd każdy sobie nakłada na swój talerzyk z kupką ryżu.

Zielone curry, można zastąpić czerwonym i dodać paprykę albo jakieś inne czerwone warzywa. Do żółtego to obowiązkowo ziemniaczki.

Po czym poznać, że wyszło dobre? Tajskie curry powinno być słodkie w ustach i piekące w gardle :]

/chwilowo nie mogę znaleźć zdjęcia jak to wygląda, ale jak znajdę to umieszczę/

17 października 2009

Kuchnia prawie polska

Małgorzata ostatnio udała się do centrum Warszawy w celu skonsumowania jakichś pierogów. Wylądowała w restauracji zwanej 'Polskie jadło' w której także była Pierogarnia Kościuszko. Chyba to było tak. Bo wchodziło się do Polskiego Jadła, a zamawiało pierogi z Pierogarni. Polska to dziwny kraj i jeszcze nie wszystko rozumiem. Tak czy siak, na karcie z pierogami w okładce z jakże polskim napisem Pierogarnia Kościuszko wśród polecanych pierogów zdziwiła mnie pozycja nr 8. W sumie ruskie też są na karcie, to może to jakaś karta z międzynarodowymi pierogami? Jak się dopytałam tajskie wcale nie mają nadzienia z ryżu, tylko z mięsa na ostro, papryki i czegoś tam jeszcze.

Dzisiaj po raz pierwszy (od pół roku) poszłam na zakupy spożywcze do supermarketu i Galerii Motłochu w celu odstresowania się na pakupkach. Zakupione zostały:
- skarpetki
- Voyage - Tajlandia na okładce
- paper ryżowy do sajgonek
- sos rybny, bom przywiozła tylko sojowy i ostrygowy co akurat nie są mi potrzebne :D
- mleko kokosowe - z mleka w identycznym kartoniku gotują w Tajlandii więc pewnie jest dobre
- ryż jaśminowy - czemu nikt mi nie powiedział, że kilo prawdziwego tajskiego ryżu kosztuje u nas 17 zł??? Przywiozłabym pół walizki!
- woreczki do lodu
- sok pomarańczowy - bo to akurat w Polsce jest lepsze
Jutro w planach jest przeprowadzenie chrzestu bojowego mojego przywiezionego rice cookera. Mam nadzieje, że jak się ten ryż wywali z torebki to coś się uda :)

30 marca 2009

Smakołyki

Tak jak obiecałam to dzisiaj będzie troszkę o jedzeniu :)

Na początku tego słonecznego dnia poszłyśmy załatwiać sprawy: usunąć simloca, dorobić klucz do pokoju, kupić pościel i poduszkę itd. Koszt poduszki niecałe 19 zł, obyło się bez kołdry bo sama poszewka wystarczy :)

Potem były spożywcze zakupy w Tesco :D Tylko takie mniejsze wydanie niż nasze. Tam kupiłam m.in.:

Sprite :D


Do tego jakieś mleko truskawkowe litrowe (nie mają nie smakowych), płatki, chleb tostowy i dżemik i mała woda to koszty jakichś 20 zł. Niestety nie ma sera :( W ogóle. Było jedno opakowanie pseudoserków a'la hochland ale jakieś pioruńsko drogie. Wędlina też słabo wygląda, jedyne na kanapki jeszcze to jakieś pasty jajeczne ale jeszcze bałam się spróbować :)

Na uniwerku na stołówce obiad kosztuje - uwaga, uwaga - 18 THB czyli mniej nic 1,8 zł :D Taka kupa ryżu z kawałkami kurczaka i natką pietruszki. Nie mam zdjęcia bo zapomniałam wsadzić baterię do aparatu. Całkiem smakowe jedzonko. Co ciekawe wszystkie takie dania jedzą widelcem i łyżką. Paulina powiedziała, że nóż zobaczyła po 3 tyg. pobytu. Ja jeszcze nie widziałam :)

Potem coś tam roiłyśmy i pod wieczór pojechałyśmy do centrum.

Gosia w autobusie :]


Busy są ekstra bo same się zatrzymują i pytają się czy nie chcesz wsiąść :)

Widok z autobusu - jedna z bardziej ruchliwych dróg - stoimy na światłach


Tam trochę pokręciłyśmy się po mieście i poszłyśmy na drugi obiad już do w miarę porządnej knajpy.


Zupa Pauliny kurczakowa z mlekiem kokosowym - dobre :)




Kurczak słodko-kwaśny z ryżem :)




Piwo Chiang ze słoniem.
W smaku - jak to piwo :) Podawane w kubraczku żeby trzymało zimno.


Taki obiadek: zupa, drugie i dwa piwa kosztował w centrum miasta 20 zł :] I love Thailand.
Na koniec chciałyśmy już koło nas kupić jakieś owoce - 5 mandarynek - 1,40 zł. I był kramik ze znakiem 'Clean food good taste' a w środku różowe jajka - darowałam sobie.



Jutro chyba będzie coś o ruchu ulicznym :)